•  
  • "Zamknięty krąg: czułem się źle, bo brałem i brałem, by nie czuć się źle."

    - Paweł Przecławski

     
  • "Biorę leki nadzienne i leki nasenne, już zawsze tak będzie? No to beznadziejnie."

    - Luxtorpeda

     
  • "Dobry lek zawsze gorzki."

    - Konfucjusz

     
  • "Lecz początki, potem leki nie pomogą."

    - Owidiusz

     
 

Wpadanie w strach

Moja relacja z Bogiem jest pierwszą rzeczą, która zostaje wyrzucona z mojej rutyny, kiedy przygotowuję się do zrobienia czegoś niezdrowego. Chociaż nigdy nie tracę więzi z Bogiem, podczas zażywania narkotyków i picia alkoholu starałem się unikać kościoła, modlitwy i tych ludzi w moim życiu, którzy mogliby rzucić mi wyzwanie w związku z moimi zachowaniami. Czy to nie interesujące, jak wybiórczo podchodzimy do naszych relacji? Niestety, wraz z wypieraniem Boga, zostawiam otwarte okno, przez które może wejść strach. Strach i wiara nie mogą współistnieć, a kiedy działam w wierze, nie mam strachu. Ale od czasu do czasu wracam do myślenia, że jestem bezwartościowa i wtedy strach zaczyna rujnować moje życie. Całymi dniami rozmyślam nad tym, co muszę zmienić, by pozbyć się tego uczucia. Zaczynam myśleć o piciu alkoholu, żeby się znieczulić, albo o zażyciu opiatów, żeby poczuć ulgę na kilka godzin. Czy to nie interesujące, że sięgam po narkotyki i alkohol jako realną opcję pozbycia się strachu, zamiast zająć się źródłem problemu? Kiedy tak się dzieje, przestaję praktykować wiarę. Jako chrześcijanie wiemy, że doskonała miłość rozprasza strach i że Bóg jest miłością. Zdecydowałem, że jestem łakomy na kary. Kiedy zdecyduję, że skończyłem z biciem siebie i że nawrót choroby nie jest tego wart, mogę ponownie zwrócić się ku Bogu.